Witek

Spotkałem żywego Jezusa. Spotkania z Nim to najpiękniejsze momenty mojego życia. Te wydarzenia wywierają na mnie tak mocny wpływ, że nie potrafię o tym milczeć. Pragnę moją radością podzielić się ze światem a każdemu, kto pragnie podobnego spotkania chcę towarzyszyć w drodze aż do doświadczenia Boga. Z tego powodu nieustannie rozglądam się za okazją do głoszenia Ewangelii. Na modlitwie uczę się lepiej ją rozumieć, by skuteczniej ją głosić i wyjaśniać.

I właśnie podczas Juwenaliów, czyli corocznej studenckiej imprezy „pod chmurką” organizowanej przeważnie w maju na niemal całym terenie campusu UMK Pan Jezus przygotował mi możliwość dawania świadectwa o Jego miłości, obecności i naszych z Nim spotkaniach. Całą ewangelizacyjną akcję zorganizowały trzy wspólnoty studentów: Źródło, Bacówka oraz Studnia, które połączyły swe siły, by tworząc imprezę towarzyszącą Juwenaliom – Jezualia – dzielić się doświadczeniem swojej bliskiej relacji z Bogiem.

Jako kleryk pierwszy raz doświadczyłem tak bardzo, jakim wspaniałym narzędziem ewangelizacyjnym jest sutanna. Przechadzając się wśród studentów nie trzeba było długo czekać na rozmowę, pytania czy prośby o modlitwę. Zdarzało się nawet, że ktoś czekał cierpliwie w niedalekiej odległości, aż zakończymy prowadzoną już rozmowę, by podejść i przedstawić swoją sprawę. Negatywne sytuacje były marginalne, nie zajmę więc im więcej miejsca niż to zdanie. Z kolei wszystkich pozytywnych nie sposób tu przedstawić, z konieczności wybiorę niektóre. Np. dość często zdarzało się, że studenci pytali wprost, czy naprawdę wierzę w Boga, czy naprawdę mam powołanie, albo czy jestem szczęśliwy. I co wspaniałe, za każdym razem, gdy mówiłem, że tak, odpowiadali coś w stylu: „wow, szacun!” Nie zabrakło oczywiście pytań o pieniądze w Kościele i krucjaty. Były też prośby o modlitwę, by wytrwać w czystości, czy o rozeznanie sposobu życia. Innym razem to my proponowaliśmy modlitwę: o uwolnienie od natręctw czy o uzdrowienie z choroby. Wierzymy i doświadczamy, że Jezus dziś działa tak samo jak 2000 lat temu, dlatego modlimy się z ludźmi by i wobec nich Bóg zechciał zadziałać.

Jednym z piękniejszych doświadczeń było spotkanie z dwiema dziewczynami nieuleczalnie chorymi – jedna na raka a druga na padaczkę. Gdy już wyjaśniłem, że Bóg nie chce naszych chorób, że Jezus umierał, również po to, byśmy byli zdrowi, zaproponowałem modlitwę. Po jej zakończeniu zobaczyłem, że obie ocierały twarz i oczy z łez. Gdy zapytałem co się stało, jedna odpowiedziała, że to dla niej coś wspaniałego, że ktoś naprawdę zainteresował się jej sytuacją i razem z nią modlił się o jej zdrowie. Wspólna modlitwa w tej intencji – jak mówiła – była dla niej czymś wcześniej nie do pomyślenia, a jak się okazało, wydarzeniem tak wartościowym.

Inny chłopak prosił o pomoc w sprawie postępowania z dziewczyną, która namawia go, do odejścia od postanowienia trwania w czystości aż do ślubu. Modliliśmy się wspólnie o światło. Po modlitwie otworzyliśmy w tej samej intencji Pismo Święte a otrzymane słowa okazały się pocieszające i umacniające jego zaufanie do Boga. Pewna para – młode narzeczeństwo – okazywała wiele radości po modlitwie w sprawie pomocy w znalezieniu nowej pracy oraz szybszego uzbierania środków potrzebnych do wyprawienia wesela. Podobnie jak chłopak, którego historię przedstawiłem wcześniej bali się, że rozpoczną życie przysługujące jedynie małżonkom jeszcze przed ślubem, a otwarty dla nich fragment Biblii podobnie okazał się trafiony i pokazujący, że Bóg widzi ich troski i wskazuje drogę przejścia przez próbę.

Rozmawiając, zawsze staraliśmy się pamiętać, by głosić bezinteresowną miłość Boga do człowieka i co równie ważne, gdy tylko sytuacja okazywała się korzystna, zachęcać do oddania całego swojego życia Jezusowi, ufając, że żyjąc według Jego reguł, On sam uczyni je szczęśliwym, wprowadzając do swego Królestwa, czego my doświadczamy.

Jezualia trwały cztery dni, ale ostatniego – w niedzielę – spotkaliśmy się już w zasadzie we własnym gronie. Jego celem nie było już wychodzenie do obcych nam studentów, ale spędzenie czasu przy muzyce, kiełbaskach z grila i sałatkach. Chodź jak się okazało nawet wtedy Pan przygotował sytuacje, które wymagały odłożenia smakołyków i rozpoczęcia modlitwy upraszającej ratunek dla nękanego okropnymi myślami absolwenta.

Szliśmy dawać radość, a sami byliśmy pocieszani, widząc, jak Słowo jest przyjmowane i jak Pan układa jedno wydarzenie po drugim. Zatem i na nas sprawdziły się w jakimś stopniu słowa Pisma Świętego: „O jak są pełne wdzięku na górach nogi zwiastuna dobrej nowiny, który ogłasza pokój, zwiastuje szczęście, który obwieszcza zbawienie, który mówi do Syjonu: «Twój Bóg zaczął królować»”.

Witek Ziętarski