Monika

Jezualia 2019

 

W tym roku po raz pierwszy w życiu zdecydowałam się wyjść ze wspólnotą na ewangelizację podczas Jezualiów.

Początek był dla mnie dość trudny. Trzymaliśmy w dłoniach duży karton z hasłem „Jezus”. Chodziliśmy wśród masy młodych ludzi w różnych stanach upojenia, czy pod wpływem silniejszych używek. Widok ich wszystkich przerażał mnie, przez co zaczęłam wątpić w sens wchodzenia z nimi w rozmowę o Panu Jezusie…

Dosłownie w tym samym momencie odezwał się do mnie Tomek i powiedział: Myślę, że samo przejście coś daje.

W środku pękłam. W tamtej chwili to ja potrzebowałam tych słów, żeby móc wyjść mówić o swoim doświadczeniu spotkania z Chrystusem. Uświadomiłam sobie, że wśród nich wszystkich są ci, którym wystarczy nasze krótkie świadectwo ze zwykłym kartonem, ale niezwykłym hasłem. „Jezus”. Pokazaliśmy im, że On jest wśród nich. Być może niejedni wstydzili się do nas podejść, obawiając się hejtu ze strony znajomych. Mi wystarczy, że nasze przejście poruszyło niektóre serca.

Przed każdym wyjściem wspólnie modliliśmy się i wzywaliśmy Ducha Świętego poprzez śpiew. W międzyczasie mijało nas wiele osób. Niektórzy się śmiali, co mi osobiście sprawiało przykrość. Ten brak wrażliwości… Nie wiedzieliśmy kogo spotkamy, z jakimi ciężkimi doświadczeniami innych osób będziemy musieli się zmierzyć i w jaki sposób poprowadzić rozmowę. Takie obawy były zupełnie niepotrzebne, bo przemawiał przez nas Duch Święty i to On nas strzegł. W większości to inni zaczepiali nas, a same rozmowy były bardzo emocjonalne. Ci ludzie szukają szczęścia i miłości w życiu. Nie byli świadomi jak wiele łask mogliby otrzymać gdyby tylko zechcieli oddać się w ręce Chrystusowe. I właśnie to było trudne. Uświadomienie innym dzięki komu jesteśmy szczęśliwi. Mimo trudności każde spotkanie było owocne. Rozmowy kończyliśmy wspólną modlitwą i żegnaliśmy się uśmiechnięci.

Wyszłam na ewangelizację spodziewając się, że rozmowa z drugim człowiekiem okaże się dla mnie dużo trudniejsza. Uważałam, że nie mam żadnego doświadczenia. Dla mnie głoszenie było czymś zupełnie nowym. Zastanawiałam się, czy i w jakim stopniu znam Jezusa. Byłam pewna, że wyjście będzie ogromnym wyzwaniem, jednak szybko przekonałam się, że to doświadczenie było już ze mną od wielu lat. Nauczyłam się go w rozmowie z bliskimi. W domu i we wspólnocie ewangelizujemy siebie nawzajem i to uświadomiłam sobie podczas Jezualiów.

Jeszcze rok wcześniej zazdrościłam innym odwagi w głoszeniu kerygmatu. Sama wstydziłabym się wyjść, bo nie było we mnie tyle miłości do Jezusa. A jednak po tak krótkim czasie wychodzę i nie boję się, bo wiem, że nie jestem sama.

Chwała Panu!